niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 1

Poranna niespodzianka

1 września, piątek

Dzień zapowiadał się upalnie. Już o 6:00 na ulicy, otoczonej rzędem domów, mieszkańcy miasta szli, a raczej snuli się, nie do końca przytomnie w stronę wejścia podziemnego. Słońce, które wstało wcześnie, od samego rana niemiłosiernie grzało. Coraz więcej okien było otwieranych, ponieważ w domach już o tej porze trudno było wytrzymać. Jednak było pare okien, które mimo wszystko pozostawały zamknięte. Jedne z takich okien należały do państwa Veters'ów. Jednym z powód był fakt, że nie potrzebowali oni przewietrzenia, bo jako nie liczni posiadali w domu dobrą klimatyzacje, która bardzo dobrze spełnienia swoją funkcję.          
  Tym razem był jeszcze drugi powód, dla którego nie chcieli otwierać okien. W tym momencie salon, zazwyczaj pięknie i starannie wysprzatany przez panią Veters, pogrążony był w nie małym haosie. Od kilku minut,  czyli dokładnie od momentu kiedy głowa rodziny obudzona dziwnymi dźwiękami zeszła razem z małżonką do ów pomieszczenia, wrzeszcząc i krzycząc na siebie nawazjem próbowali pozbyć się ,,przyczyny" całego zamieszania. Na piętrze domu, gdzie jeszcze nie dawno smacznie spali,  znajdowały się jeszcze dwa pokoje, w których już też nie było cicho.

  Na drzwiach po prawej stronie schodów widniał napis ,, Nie przeszkadzać." a pod spodem nie bardzo estetyczne wykonane imię ,,Emily" (widać pamiątka zrobiona przez lokatorke kiedy ta była mała).
  Na wprost były drzwi od sypialni rodziców z dużą szafą i łożem małżeńskim, zasłoniętym kotarami z obu stron.
  Po lewej stronie znajdowały się białe drzwi z wiszacym na nich wieszakiem na ubrania. Były lekko uchylone a za nimi po całym pokoju biegała dziewczyna widać bardzo spięta. Jej brązowe włosy były lekko potargane, była ubrana w piżame,  co wskazywało, że dopiero co wstała z łóżka. Jej pokój również został wywrócony do góry nogami,  jednak była to i wyłącznie jej wina. Osoba, która obserwowałaby jej zachowanie mogłaby pomyśleć, że czegoś szukała...
  Tak hałasowała, że z pokoju naprzeciwko wyszła zaciekawiona dziewczyna i patrząc przez szpare w drzwiach, zobaczyła stan jej siostry oraz pokoju, co ją lekko przeraziło.
- Riley, co ty wyprawiasz?! - szepnęła blondynka do brunetki .
Dziewczyna stanęła jak wryta. Spojrzała na w dalszym ciagu otworzone drzwi i wyszeptała tylko:
- Em, drzwi!

Za zamkniętymi już drzwiami, Riley opowiadała jej całą historię.
- A więc gdy wróciłam z tej wycieczki to, tak jak było ustalone, pojechałam do Thalii..
- Kto to?
-...och nie ważne, poczekaj... no i w nocy kiedy miałyśmy iść spać usłyszałyśmy jakieś szeleszczenie, więc poszłyśmy z latarką na dwór i koło szopy znalazłyśmy dwa małe szczeniaczki!  Thalia powiedziała, że niedawno jej się urodziło kilka takich, ale musiała je oddać. Jednak dwa zostały, no i ja.. tak jakby...
- Wzięłaś je?
-  No tak, ale tylko jednego, i jak wieczorem wróciłam, przemyciłam go do mojego pokoju i go tam zamknęłam, no bo wiesz, Kicia nie lubi psów, a teraz go nie mogę znaleźć...
- Cudnie. Wiesz, że niedawno rodzice zbiegli na dół i zaczęli krzyczeć?  Wole nie wiedzieć co tam się dzieje.  - Emily zmrozila ją wzrokiem. Ta nagle zbladla i złapała sie za policzki.
- Co ja narobiłam...

Obje zbiegły na dół,  bojąc się co zobaczą i w jakim stanie będą rodzice. Pierwsze co rzuciło im się w oczy był rozwalony salon, wszędzie leżały chusteczki higieniczne, lampka do czytania została zbita, poduszki leżały na ziemi, niektóre lekko podrapane a inne pozbawione pierza, które latało jeszcze w powietrzu. Pomiędzy chusteczkami coś się poruszyło i nagle spod nich wybiegł mały, brązowy piesek w czarne łatki, który widząc swoją panią pobiegł ku niej i schował się za jej nogą. Sekundę później zza kanapy wyskoczyła Kicia pędząc w stronę swojej ofiary.
Riley wzięła go szybko na ręce ratując przed miałczącym pod jej nogami kotem.
Jej rodzice byli cali w pierzu, tata bez jednego kapcia, a mama, cała potargana i bliska wybuchu złości,  patrzyła na swoją córkę z pupilem na rękach, morderczym wzrokiem.
- J-jaa wyjaśnię...
- Tu nie ma co wyjaśniać. Wiesz jak nasz kot reaguje na psy. Tata nie chce żadnych zwierząt w domu. Kotek Ci się już znudził tak? I bierzesz, bez naszej zgody, kolejnego zwierzaka?! -tu wzięła głęboki oddech dla uspokojenia - Jutro go oddajemy. Harvey - zwróciła się do męża -  Zadzwoń do swojego brata, pewnie przyjmie go do schroniska.
     Ich tata nie lubił jak sie ktoś zwraca do niego po imieniu. Dodatkowo na jego decyzje wpłynął fakt, że musiałby dzwonić do brata a tego chce jak najbardziej uniknąć. Więc aby się odegrać za użycie imienia oraz wymigać z rozmowy z bratem powiedział:
- Pies może zostać.
- Słucham?  Kici nie chciałeś brać, a po tej demolce ty chcesz go zatrzymać?!
- Tego kota nie chciałem, bo brat mi go wciskał, nie zauważyłaś? A jak teraz mam do niego jeszcze dzwonić w sprawie psa, to wole go już zatrzymać.
- Yyyhh a rób co chcesz. Ale pamiętaj, to ty będziesz wszystko po nim sprzątał! - powiedziała wchodząc po schodach i poszła do łazienki zmyć z siebie pierz.
Harvey podszedł do swoich córek.
- Zatrzymamy go tylko, jak będziecie go pilnować i trzymać z dala od Kici. Jak nie, to go bez zkruchy oddm - wyszeptał. Po chwili dotarło do niego jak to zabrzmiało, więc dodał łagodniej:
- Jak go nazwiecie?
- Magic - powiedziały na raz i zaczeły się śmiać. Tata tylko sie uśmiechnął i poszedł w ślady swojej żony.

  Siostry również poszły na górę się przygotować.
- Z tego wszystkiego prawie zapomniałam, że dzisiaj jest pierwszy dzień szkoły. - blondynka uśmiechnęła się lekko do siebie.
- No tak. - odpowiedziała jej,  jednak bez entuzjazmu.  W koncu to będzie jej pierwszy dzień w liceum. Emily była o niej o rok starsza i chodziła do liceum niedaleko domu. Więc ona również tam została zapisana.
Wchodząc do pokoju zmarszyla brwi widząc co zrobiła ze swoim pokojem. Zaczęła szybko szukać jakiś ładnych i nie pomietych rzeczy w tym bałaganie. Znalazła białą bluzkę, która osobiście pasowała przed wyjazdem oraz czarną spódniczkę.
- W ten upał czarne rzeczy to jak wyrok - humor jeszcze bardziej jej się pogorszył. Wzięła bluzke do ręki, a gdy podniosła spódnice zobaczyła pod spodem coś świecącego. Szybko to podniosła i zamarła...

wtorek, 11 sierpnia 2015

Wstęp

Kanada, rok 2006. Wakacje.
To tu, mieszkają dwie młode dziewczyny z pasją i wielkim talentem. Już nie długo będą musiały podjąć różne decyzje - jedne trudne, inne trochę mniej, jednak każda z nich będzie mocno decydowała o ich dalszych losach. Sytuacje będą wymagały mądrych posunięć i nie zawsze będą one łatwe. Będą chwile szczęścia oraz całkowitego zrezygnowania. Co dokładnie je spotka? Między czym lub kim będą musiały wybierać? Kogo poznają? Jak postąpią, i czy słusznie? Jak bardzo przewrotne okaże się ich życie dowiecie się już nie długo... jednak pamiętacie, to tylko życie zwyklych nastolatek. Czy mogą one zaciekawić Was do tego stopnia, że będziecie z niecierpliwością czekać na rozwój wydarzeń?

 Zapoznajcie się trochę z naszymi bohaterkami w zakładce ,, Bochaterowie". Którą bardziej polubicie?