Ostatnio w Akademii tańca...
- Taa widziałam jak tańczysz w pokoju - uśmiechnęła się chytrze - a nie dowiesz się jak nie spróbujesz. No nie daj sie prosić!
- No już nie jęcz mi tu, miałam Ci powiedzieć, że pójdę... - powiedziała cicho.
- No i to rozumiem - uśmiechnęła się i przytulila Riley. - ale ty wiesz, że przesłuchanie jest już za 2 dni. - powiedziała niepewnie. Kątem oka zobaczyła jak przygryza warge ze zdenerwowania.
Sprawy ważne i ważniejsze
4 września, poniedziałek
Ten dzień już nie był tak upalny jak w pierwszy dzień szkoły. Na szczęście.
Przyszły razem do szkoły rozmawiając tylko o przesłuchaniu do grupy tanecznej. Przed szkołą zobaczyły zgromadzonych uczniów wyraźnie zdenerwowanych.
- No, to życz mi szczęścia - powiedziała słabo do siostry.
- Tylko mi się tu nie denerwuj. Dasz sobie radę, jak zawsze - uśmiechnęła się pokrzepiająco. Nic jej już nie odpowiedziała.
Dołączyła do grupki osób, w której rozpoznała chłopaka, z którym siedziała na rozpoczęciu w ławce. Była to jej klasa w prawie pełnym składzie, brakowało jeszcze tylko paru osób. Nikt nic nie mówił tylko patrzyli się w strone budynku.
Gdy zadzwonił dzwonek, wychowawczyni zaprowadziła ich do środka i poszli w kierunku sali gimnastycznej. Na miejscu były jednoosobowe ławki rozmieszczone jedna obok drugiej w całej sali. Oczywiście w takiej odległości aby nie można było ściągać. Rozdali testy a pierwszoklasiści zaczęli pisać.
Wszystko było wyjątkowo łatwe i była zadowolona jak jej poszło. Teraz czekała na włoski. Nigdy się go nie uczyła, znała tylko pojedyncze słowa, więc była ciekawa jak jej pójdzie. Oczywiście nie wymagała od siebie zbyt wiele, ale myślała, że pani Luna Collins będzie uczyła tą lepszą grupę... a jej może trafić się taka ja ta cała Riven.
No i się zaczęło. Tak jak przypuszczała napisała to słabo. No trudno. Każdy odniósł swoje krzesło do sali, a stoły zanosili ci silniejsi. Kiedy wszystko zrobiła, poszła pod salę od Matematyki tak jak się umówiła z Em. Miała czekać na nią aż 3 lekcje.... a potem mialy iść do studia. Po chwili przypomniała sobie, że zostawiła torebke w kącie sali.
Pobiegła tam jak najszybciej. Na szczęście sala była otwarta, i jak widać nigdy jej nie zamykają. Wzięła torebkę ale zamiast wyjść uśmiechnęła się tajemniczo zamykając się w sali. Odłożyła torbę koło drzwi, uprzednio wyciągając telefon ze słuchawkami. Założyła je, włączyła muzyke a telefon schowała do kieszeni krótkich spodenek. Zaczęła tańczyć w rytm muzyki. Wymyśliła krótki układ na wszelki wypadek, gdyby nie mogła zatańczyć freestyle'u na przesłuchaniu. Włączyła ulubioną playliste i do każdego rytmu próbowała coś wymyślić. Tańczyła po całej sali szukając swojego miejsca, w którym jej się najlepiej tańczy. Taki jakby ,,przesąd" tancerzy. Teraz była w prawym rogu sali blisko materaca, który był oparty o ścianę. Gdy tak tańczyła, pomyślała aby wykorzystać materac do poćwiczenia przejścia w przód. Czasami jeszcze źle lądowała, a wolała sobie nic nie zrobić. Próbowała go położyć na ziemi ale jej się nie udawało, nie wiadomo dlaczego. Uważnie go zaczęła oglądać ale tylko stwierdziła, że jest wyjątkowo stary i zniszczony, i że prawdopodobnie od zawsze tak się opiera o ścianę. Ale, że była wyjątkowo uparta znowu zaczęła się mu przyglądać tylko bardziej dokładnie. Przechyliła głowę lekko w prawo i coś jej błysnęło. Przyjrzała się bliżej i z zadowoleniem stwierdziła ,że to żyłka wędkarska uniemożliwia odciągnięcie materaca od ściany. Najwyraźniej ktoś z obawy, że to zbutwiałe coś, może spaść na jakiegoś ucznia, wolał przywiązać go, tak dla pewności. Szybko się odwróciła biegnąc na drugi koniec sali, gdzie była jej torebka, z zamiarem wyciągnięcia nożyczek. Lecz gdy ją odpinała spostrzegła, że drzwi, które osobiście zamykała, teraz są lekko otwarte...
Odwróciła szybko głowę i szybkim spojrzeniem przeczesała całą salę. W kącie, gdzie stała krótka ławka, zauważyła siedzącego na niej chłopaka o krótko zciętych, czarnych włosach. Ten uśmiechnął się do niej lekko, wstał i poszedł w jej kierunku. Przyjrzał się jej, teraz z bliska, a jego uśmiech jeszcze się powiększył.
- To ty jesteś tą zagubioną dziewczyną? - widząc jej pytające spojrzenie, szybko dodał - Pomyliłaś sale i weszłaś do naszej?
- A no tak - dziewczyna również się uśmiechnęła przypominając sobie rozpoczęcie roku - zazdroszczę Ci wychowawczyni, na moje oko, wydaje się być bardzo sympaytczna.
- Tak to prawda.
Nastała chwila ciszy.
- A tak w ogóle to co Cię tak zainteresował ten stary materac? - spytał nagle, przypominając sobie dziwne zachowanie dziewczyny.
- No bo, ja tak w sumie tylko... - urwała na chwilę. Przecież nie przyzna się, że właśnie chciała przeciąć jakąś żyłkę, prawda? - ...tańczę.
- I nawet kawałek widziałem. Fajnie to wyglądało, mimo że nie słyszałem muzyki. Wiesz, że ja też tańcze? Tylko troche inny styl niż ty. Breakdance, kojarzysz? - mówiąc to zaczął, jak gdyby nigdy nic, tańczyć i robić różne tricki, począwszy od gwiazd, przejść, kończąc na saltach z wykorzystaniem ściany. Dziewczyna stanęła jak wryta widząc bezbłędnie wykonane ruchy. Ten chłopak był dziwny, zakręcony, ale bardzo miły i otwarty, co udzieliło sie Riley. Jednak po chwili źle zarzucił nogę i wylądował na ziemi z głośnym hukiem.
- No to się nie popisałem - powiedział zły na siebie i podniósł się z ziemi.
- Ale reszta była obłędna! - dziewczyna prawie krzyknęła ze zdumienia, ledwo co sie powstrzymując.
- Wiesz, że dzisiaj jest przesłuchanie do grupy tanecznej? To jest naprawdę dobra szkoła, ale ty na pewno się dostaniesz. To jest w tym budynku obok szkoły. O 15:30. - mówiąc to popatrzyła na zegarek i momentalnie zbladła - spóźnie się! - i pędem ruszyła w strone drzwi, łapiąc w biegu torebkę.
- Ej no ale jest dopiero 14:25! - krzyknął i nie wiele myśląc, pobiegł za nią.
Stała pod salą w umówionym miejscu, wyraźnie zdenerwowana. Czekała na siostre już dobre pół godziny. Znowu. Już zamierzała iść w stronę wyjścia, gdy usłyszała, że za nią ktoś biegnie. Wiedząc kto to, odwróciła się z zamiarem upomnienia siostry, lecz ze zdziwieniem stwierdziła, że to był jakiś chłopak, którego kojarzyła równoległej klasy.
- Sory, nie biegła tu przed chwilą taka dziewczyna? Niska, brunetka... - i właśnie zdał sobie sprawę, że nie może jej lepiej opisać, bo nawet nie zna jej imienia. - a w sumie, już nie ważne - wyminął dziewczyne i wyszedł z budynku.
Emily była tak zaskoczona jego dziwnym zachowaniem, lub tak zdenerwowana, że nie przejęła się ową dziewczyna, ktorej opis jak najbardziej pasował do Riley. Nie mając lepszego pomysłu poszła w ślady chłopaka.
- Ymmm, chyba źle skręciłam - pomyślała brązowooka, która od dłuższego czasu szwędała się po budynku - tej części jeszcze nie miałam okazji zwiedzić...
Najpierw w prawo korytarzem, po schodach w dół, potem w lewo do jakiś drzwi, znowu schody w dół... dalej już nie pamięta drogi, którą jakimś cudem doszła do tylnego wyjścia. Z ulgą stwierdziła, że jest z boku budynku i ruszyła, a w sumie wręcz pobiegła w strone głównego wejścia szkoły, gdzie miała nadzieję spotkać Emily...
Zbliżając się do celu, zwolniła trochę, otworzyła z rozmachem drzwi i... wpadła na wychodzącego chłopaka, którego zostawiła chwilę wcześniej w sali.
- Strasznie Cię przepraszam - powiedział i podał ręke wywróconej dziewczynie.
- Nic się nie... Emily! - krzyknęła gdy zobaczyła stojącą nad nie dziewczynę. Chłopak zszedł im z drogi. Blondynka popatrzyła na nią z morderczym wzrokiem.
- Chodź do studia poćwiczyć - wycedziła przez zęby i poszła, a Riley oczywiście za nią.
Nie rozmawiały ze sobą przez całą drogę. Pomijajac, że trwała ona tylko 3 minuty. W końcu weszły do niskiego budynku, wyraźnie mniejszego niż potężna szkoła obok. Za drzwiami było pomieszczenie przypominające kawiarnie. W środku był mały ruch, więc w mare bylo cicho. Na środku były trzy okrągłe stoliki, każdy z czterema krzesłami. Po lewej była dluga lada, za którą znajdował się kelner.
- To jest Soczek. Tutaj spotykamy się przed, po lub w trakcie treningu. Takie nasze wspólne miejsce dla całej Akademii - odezwała się do siostry, po czym przeszły na koniec lokalu, gdzie pozimo przebiegał korytarz. Skreciły w lewo, przeszły pare kroków i po prowej pokazały się podwójne drzwi. Weszły właśnie do pokoju muzycznego, jak poinformowała blondynka. Byla to sala, w której była perkusja, mikrofon, fortepian i pare innych rzeczy, jednak na środku było jeszcze kawałek wolnej przestrzeni. Po prawej były drzwi, których jednak tajemnicy nie poznała, bo po chwili wyszły z pomieszczenia i ruszyły dalej tym samym korytarzem.
Na końcu byly takie same, podwójne drzwi jak te przy muzycznej, a za nimi punkt docelowy. Wielka sala taneczna, po lewej przy wejściu znajdowały się półki na torby, po prawej drzwi do garderoby, gdzie można było się przebrać. Dalej było biuro właścicielki. Z przodu, rzecz jasna, było oszklone, więc widać z tąd całą salę bez ruszania się z miejsca.
Dalej po lewej stronie na całej szerokości ściany były lustra. Na sali rozgrzewało się już parę osób. Poszły się przebrać i szybko wróciły się rozgrzewać. Obie zajęły się sobą, a sala powoli wypełniała się tancerzami.
Riley zastanawiała się czemu aż tak się obraziła. Odezwała sie tylko przy oprowadzaniu jej po studiu, potem jakby się do niej nie przyznawała. Myślała właśnie jak ją przeprosić, kiedy ktoś do niej zagadał....
środa, 25 listopada 2015
środa, 28 października 2015
Rozdział 2
Ostatnio w Akademii tańca...
- W ten upał czarne rzeczy to jak wyrok - humor jeszcze bardziej jej się pogorszył. Wzięła bluzke do ręki, a gdy podniosła spódnice zobaczyła pod spodem coś świecącego. Szybko to podniosła i
zamarła...
Fatalny dzień
...był to zegarek elektroniczny wskazujący 7:39.
- Dziewczyny pośpieszcie się! - krzyknął już lekko poddenerwowany ojciec. Gdy usłyszał jak Riley krzyczy, że ,,już po niej" automatycznie przypominał sobie jaki jest dzisiaj dzień. Spojrzał na zegar i wytrzeszczyl oczy. Szybko więc dokończył przed chwilą zrobione jedzenie i poszedł pospieszyć Em. Zrobił dziewczynom kanapki i poszedł odpalić auto. Więc aktualnie siedział w aucie, które stopniowo chłodziła klimatyzacja. Wyruszyli dokładnie za pięć ósma. Normalnie, Emily chodziła na piechote do szkoły, lecz tym razem by nie zdążyły i gdyby nie zawsze czujny tata, napewno 1 dzień brunetki w LO zaczął by się od spóźnienia. Niezła perspektywa. A tak, byli na miejscu idealnie o 7:59.
Obie wyskoczyły z auta jak oparzone zapominając wziąć śniadanie. Szybkim krokiem doszły do wejścia i usłyszały dzwonek. Riley nagle się zatrzymała. Jej siostra zapominając o siostrze-nowicjuszcze-szkolnej ruszyła żwawo znanym jej korytarzem i za chwilę zniknęła z pola widzenia. Brunetka patrzyła ze zdziwieniem na szkolne graffiti na ścianie oraz odpadający tynk z sufitu. Przełknęła głośno ślinę i poszła wolno tym samym korytarzem co wcześniej Em. Po prawej i lewej znajdowały się drzwi do klas, kolejno:
,, Klasa ,, Klasa ,, Klasa ,, Klasa
Matematyczna" ; Chemiczna" ; Języczna" ; Filozoficzna" ....
Na chwilę przystanęła i popatrzyła się uważniej na klasę języczną. W końcu wybrała klasę z językiem włoskim, więc... może to tam? Zapukała dwa razy i ostrożnie nacisnela klamkę.
- Dzień dobry... ja... - i przerwała widząc wszystkich patrzących sie w jej stronę.
- Czy to klasa języczna z włoskim? - dokończył już pewniej.
Wysoka pani o kruczoczarnych włosach i z miłym uśmiechem na twarzy dodała jej troche otuchy.
- Zgadza się moja droga, jednak ty szukasz najpewniej klas 1-szych. - i znowu ten miły uśmiech. - Jednak w brew pozorom twoja klasa jest teraz w sali obok, tej filozoficznej, ale podziwiam twoją zaradnosc. A teraz idź, bo już dawno powinnaś tam być.
Dziewczyna podziękowała i zrobiła to co jej powiedziała nauczycielka.
Znowu zapukała tym razem pewniej i z uśmiechem weszła do sali.
-... rozdam wam teraz plan lekcji. - tęga i niska kobieta z trudem wstała zza biurka.
- Dzień dobry, bardzo przepraszam za spóźnienie, nazywam...
- Siadaj - przerwał jej ostro kobieta. - Panna Veters zapewne..
- Tak jest proszę pani - odpowiedziała słabo, zdziwiona taką reakcją swojej nowej nauczycielki.
- Siadaj powiedziałam. Spóźniasz się i jeszcze nie wykonujesz poleceń nauczyciela. W pierwszy dzień sobie grabisz. Gratuluję. - jej słowa ociekaly jadem a oczy patrzy na nią z pewnym politowaniem. Biedna, nie wiele myśląc usiadła w pierwszej ławce koło cichego blondyna w okrągłych okularach.
- Jak już mówiłam, rozdam plan lekcji. - powoli podeszła do ławki i rozdała male karteczki z rozpisaną tabelką. Przy trzeciej ławce zatrzymała się na chwilę cała zgrzana i zasapana.
- Albo... zastąpi mnie panna.... Veters, proszę.... do mnie - mówiła z przerwami na pojedyncze sapnięcia. Było strasznie gorąco i nikt nie miał siły nawet się z niej śmiać. Riley wzięła kartki do ręki i jak najszybciej rozdała karteczki. Gdy oddawała pozostałe karteczki nauczycielka wyrwała jej je siłą.
- Na koniec zostań w klasie.
- Tak jest. - i znowu miała zepsuty humor. Jak zawsze musiała trafić na taką wychowawczynie. Usiadła na swoim miejscu i słuchała co naczycielka ma jeszcze do powiedzenia. Głównie mówiła o tym czego nie można robić, jak się zachować na przerwach, aby być systematycznym w nauce i tak dalej. Na sam koniec powiedziała ,, Rozejsc się" i wszyscy z ulgą stwierdzili ze to koniec przynudzania i jak najszybciej opuścili duszną klasę. Zostala tam tylko jedna osoba.
- Veters, do mnie - powiedziała już teraz bardziej znudzonym głosem i kontynuowała:
- Jak wiesz nazywam się Mary Riven i będę twoją nauczycielką przez najbliższe 3 lata. Będę cię uczyła Filozofii. W najbliższy poniedziałek odbędzie się test z J. Angielskiego a pół godziny później test z J. Włoskiego. Na tej podstawie przydzielimy was do grup: lepszej i gorszej z tych języków. To wszystko jeżeli chodzi o naukę.
- Dziękuję za informacje. Do widzenia - już chciała opuścić sale jednak pani Riven ją zatrzymała.
- Jeszcze jedno, znam twoją siostrę Emily Veters - mówiąc to lekko sie uśmiechnęła - jest pożądaną uczennicą, jednak ma swój charakterek. Ma dobre oceny ze sprawdzianów ale nie odrabia lekcji. Tłumaczy się, że ma ważne zajęcia taneczne. Jednak w MOJEJ klasie nie będę tego tolerować zrozumiano? Zajecia pozaszkolne nie zwalniają uczniów z odrabiania zadań.
- Rozumiem. Czy to wszystko? - postawa nauczycielki ją zdenerwowała, a przez to zrobiła się bardziej odważna i trochę pyskata. Ma to po Em.
- Tak.
- Do widzenia - nie czekając na odpowiedź opuściła sale z trudem powstrzymując się od trzaśnięcia drzwiami. Ale to jej o czymś przypomniało. Poszła w strone wyścia z zamiarem poszukania siostry ale stwierdziła, że tak długo rozmawiała z nauczycielką, że ta mogła już pójść do domu. Swoją drogą nie powinna mnie zostawiać no ale cóż. Rano jakoś o mnie też zapomniała. Podchodząc do drzwi dopiero teraz zobaczyła portiernie, która była zaraz koło drzwi. Podeszłam do okienka aby dowiedzieć się czegoś.
- Przepraszam - powiedziała do wąsatego mężczyzny - jest tu może gdzieś rozpiska zajęć pozalekcyjnych?
- Ta, na tablicy korkowej po lewej - pokazał kciukiem w tamtą stronę - każde rozpoczynają się dopiero za dwa tygodnie.
- Dziękuję - powiedziała i podeszła do kartek z rozpiską
Zajęcia akrobatyczne
Zajęcia artystyczne
Zajęcia ceramiczne
...
Zajęcia szachowe
Zajęcia śpiewu
Zajęcia taneczne
- Zajęcia taneczne... sala 2, poniedziałki 17:30 - 18:30, z panią Mary Riven?! Ja chyba śnie - nie wyobrażała jej sobie jako instruktorki tańca.
- No to nie mam wyjścia - i z tą myślą wyszła z budynku.
Na zewnątrz słońce paliło strasznie. Po chwili przed sobą zobaczyła całą zgrzaną Em, która jak sie okazało, czekała na nią dobrą godzine na słońcu.
- Przepraszam no! Ale mogłaś mnie poszukać jak się tak martwiłaś...
- A myślisz, że nie szukałam?! A tak w ogóle, to byłam w sali u pani Luny Collins, i mówiła, że Cię widziała i domyśliła się, że jesteś moją siostrą. Podobno gdybyś była blondynką i miała niebieskie oczy, byłybyśmy identyczne - uśmiechnęła się. Już zapomniała że, była zła.
- Luna Collins? Aaa taka wysoka z ciemnymi włosami?
- Tak, chyba mówimy o tej samej - i zaczeły się śmiać.
Poszły w stronę domu. Rozmawiały, śmiały się i obgadywały panią Riven.
- Prawie zapomniałam - powiedziała ciemnooka uderzając sie lekko w głowę. - Szukałam zajęć tanecznych, ale jedyne jakie były to prowadzi...
- Mary Riven - powiedziała równo z siostrą - tak wiem, widziałam. Ale jest Akademia, nie wiem czemu ty nie chcesz iść na przesłuchanie do grupy A. Ja poszłam rok temu i się dostałam a teraz jestem kapitanem.
- No tak ale ty byłaś najpierw w grupie J, potem w B i tam się uczyłaś a ja nie byłam w żadnej z nich i tak nagle mam się dostać do tej najlepszej? To jest niewykonalne!
- Taa widziałam jak tańczysz w pokoju - uśmiechnęła się chytrze - a nie dowiesz się jak nie spróbujesz. No nie daj sie prosić!
- No już nie jęcz mi tu, miałam Ci powiedzieć, że pójdę... - powiedziała cicho.
- No i to rozumiem - uśmiechnęła się i przytulila Riley. - ale ty wiesz, że przesłuchanie jest już za 2 dni. - powiedziała niepewnie. Kątem oka zobaczyła jak przygryza warge ze zdenerwowania.
- W ten upał czarne rzeczy to jak wyrok - humor jeszcze bardziej jej się pogorszył. Wzięła bluzke do ręki, a gdy podniosła spódnice zobaczyła pod spodem coś świecącego. Szybko to podniosła i
zamarła...
Fatalny dzień
...był to zegarek elektroniczny wskazujący 7:39.
- Dziewczyny pośpieszcie się! - krzyknął już lekko poddenerwowany ojciec. Gdy usłyszał jak Riley krzyczy, że ,,już po niej" automatycznie przypominał sobie jaki jest dzisiaj dzień. Spojrzał na zegar i wytrzeszczyl oczy. Szybko więc dokończył przed chwilą zrobione jedzenie i poszedł pospieszyć Em. Zrobił dziewczynom kanapki i poszedł odpalić auto. Więc aktualnie siedział w aucie, które stopniowo chłodziła klimatyzacja. Wyruszyli dokładnie za pięć ósma. Normalnie, Emily chodziła na piechote do szkoły, lecz tym razem by nie zdążyły i gdyby nie zawsze czujny tata, napewno 1 dzień brunetki w LO zaczął by się od spóźnienia. Niezła perspektywa. A tak, byli na miejscu idealnie o 7:59.
Obie wyskoczyły z auta jak oparzone zapominając wziąć śniadanie. Szybkim krokiem doszły do wejścia i usłyszały dzwonek. Riley nagle się zatrzymała. Jej siostra zapominając o siostrze-nowicjuszcze-szkolnej ruszyła żwawo znanym jej korytarzem i za chwilę zniknęła z pola widzenia. Brunetka patrzyła ze zdziwieniem na szkolne graffiti na ścianie oraz odpadający tynk z sufitu. Przełknęła głośno ślinę i poszła wolno tym samym korytarzem co wcześniej Em. Po prawej i lewej znajdowały się drzwi do klas, kolejno:
,, Klasa ,, Klasa ,, Klasa ,, Klasa
Matematyczna" ; Chemiczna" ; Języczna" ; Filozoficzna" ....
Na chwilę przystanęła i popatrzyła się uważniej na klasę języczną. W końcu wybrała klasę z językiem włoskim, więc... może to tam? Zapukała dwa razy i ostrożnie nacisnela klamkę.
- Dzień dobry... ja... - i przerwała widząc wszystkich patrzących sie w jej stronę.
- Czy to klasa języczna z włoskim? - dokończył już pewniej.
Wysoka pani o kruczoczarnych włosach i z miłym uśmiechem na twarzy dodała jej troche otuchy.
- Zgadza się moja droga, jednak ty szukasz najpewniej klas 1-szych. - i znowu ten miły uśmiech. - Jednak w brew pozorom twoja klasa jest teraz w sali obok, tej filozoficznej, ale podziwiam twoją zaradnosc. A teraz idź, bo już dawno powinnaś tam być.
Dziewczyna podziękowała i zrobiła to co jej powiedziała nauczycielka.
Znowu zapukała tym razem pewniej i z uśmiechem weszła do sali.
-... rozdam wam teraz plan lekcji. - tęga i niska kobieta z trudem wstała zza biurka.
- Dzień dobry, bardzo przepraszam za spóźnienie, nazywam...
- Siadaj - przerwał jej ostro kobieta. - Panna Veters zapewne..
- Tak jest proszę pani - odpowiedziała słabo, zdziwiona taką reakcją swojej nowej nauczycielki.
- Siadaj powiedziałam. Spóźniasz się i jeszcze nie wykonujesz poleceń nauczyciela. W pierwszy dzień sobie grabisz. Gratuluję. - jej słowa ociekaly jadem a oczy patrzy na nią z pewnym politowaniem. Biedna, nie wiele myśląc usiadła w pierwszej ławce koło cichego blondyna w okrągłych okularach.
- Jak już mówiłam, rozdam plan lekcji. - powoli podeszła do ławki i rozdała male karteczki z rozpisaną tabelką. Przy trzeciej ławce zatrzymała się na chwilę cała zgrzana i zasapana.
- Albo... zastąpi mnie panna.... Veters, proszę.... do mnie - mówiła z przerwami na pojedyncze sapnięcia. Było strasznie gorąco i nikt nie miał siły nawet się z niej śmiać. Riley wzięła kartki do ręki i jak najszybciej rozdała karteczki. Gdy oddawała pozostałe karteczki nauczycielka wyrwała jej je siłą.
- Na koniec zostań w klasie.
- Tak jest. - i znowu miała zepsuty humor. Jak zawsze musiała trafić na taką wychowawczynie. Usiadła na swoim miejscu i słuchała co naczycielka ma jeszcze do powiedzenia. Głównie mówiła o tym czego nie można robić, jak się zachować na przerwach, aby być systematycznym w nauce i tak dalej. Na sam koniec powiedziała ,, Rozejsc się" i wszyscy z ulgą stwierdzili ze to koniec przynudzania i jak najszybciej opuścili duszną klasę. Zostala tam tylko jedna osoba.
- Veters, do mnie - powiedziała już teraz bardziej znudzonym głosem i kontynuowała:
- Jak wiesz nazywam się Mary Riven i będę twoją nauczycielką przez najbliższe 3 lata. Będę cię uczyła Filozofii. W najbliższy poniedziałek odbędzie się test z J. Angielskiego a pół godziny później test z J. Włoskiego. Na tej podstawie przydzielimy was do grup: lepszej i gorszej z tych języków. To wszystko jeżeli chodzi o naukę.
- Dziękuję za informacje. Do widzenia - już chciała opuścić sale jednak pani Riven ją zatrzymała.
- Jeszcze jedno, znam twoją siostrę Emily Veters - mówiąc to lekko sie uśmiechnęła - jest pożądaną uczennicą, jednak ma swój charakterek. Ma dobre oceny ze sprawdzianów ale nie odrabia lekcji. Tłumaczy się, że ma ważne zajęcia taneczne. Jednak w MOJEJ klasie nie będę tego tolerować zrozumiano? Zajecia pozaszkolne nie zwalniają uczniów z odrabiania zadań.
- Rozumiem. Czy to wszystko? - postawa nauczycielki ją zdenerwowała, a przez to zrobiła się bardziej odważna i trochę pyskata. Ma to po Em.
- Tak.
- Do widzenia - nie czekając na odpowiedź opuściła sale z trudem powstrzymując się od trzaśnięcia drzwiami. Ale to jej o czymś przypomniało. Poszła w strone wyścia z zamiarem poszukania siostry ale stwierdziła, że tak długo rozmawiała z nauczycielką, że ta mogła już pójść do domu. Swoją drogą nie powinna mnie zostawiać no ale cóż. Rano jakoś o mnie też zapomniała. Podchodząc do drzwi dopiero teraz zobaczyła portiernie, która była zaraz koło drzwi. Podeszłam do okienka aby dowiedzieć się czegoś.
- Przepraszam - powiedziała do wąsatego mężczyzny - jest tu może gdzieś rozpiska zajęć pozalekcyjnych?
- Ta, na tablicy korkowej po lewej - pokazał kciukiem w tamtą stronę - każde rozpoczynają się dopiero za dwa tygodnie.
- Dziękuję - powiedziała i podeszła do kartek z rozpiską
Zajęcia akrobatyczne
Zajęcia artystyczne
Zajęcia ceramiczne
...
Zajęcia szachowe
Zajęcia śpiewu
Zajęcia taneczne
- Zajęcia taneczne... sala 2, poniedziałki 17:30 - 18:30, z panią Mary Riven?! Ja chyba śnie - nie wyobrażała jej sobie jako instruktorki tańca.
- No to nie mam wyjścia - i z tą myślą wyszła z budynku.
Na zewnątrz słońce paliło strasznie. Po chwili przed sobą zobaczyła całą zgrzaną Em, która jak sie okazało, czekała na nią dobrą godzine na słońcu.
- Przepraszam no! Ale mogłaś mnie poszukać jak się tak martwiłaś...
- A myślisz, że nie szukałam?! A tak w ogóle, to byłam w sali u pani Luny Collins, i mówiła, że Cię widziała i domyśliła się, że jesteś moją siostrą. Podobno gdybyś była blondynką i miała niebieskie oczy, byłybyśmy identyczne - uśmiechnęła się. Już zapomniała że, była zła.
- Luna Collins? Aaa taka wysoka z ciemnymi włosami?
- Tak, chyba mówimy o tej samej - i zaczeły się śmiać.
Poszły w stronę domu. Rozmawiały, śmiały się i obgadywały panią Riven.
- Prawie zapomniałam - powiedziała ciemnooka uderzając sie lekko w głowę. - Szukałam zajęć tanecznych, ale jedyne jakie były to prowadzi...
- Mary Riven - powiedziała równo z siostrą - tak wiem, widziałam. Ale jest Akademia, nie wiem czemu ty nie chcesz iść na przesłuchanie do grupy A. Ja poszłam rok temu i się dostałam a teraz jestem kapitanem.
- No tak ale ty byłaś najpierw w grupie J, potem w B i tam się uczyłaś a ja nie byłam w żadnej z nich i tak nagle mam się dostać do tej najlepszej? To jest niewykonalne!
- Taa widziałam jak tańczysz w pokoju - uśmiechnęła się chytrze - a nie dowiesz się jak nie spróbujesz. No nie daj sie prosić!
- No już nie jęcz mi tu, miałam Ci powiedzieć, że pójdę... - powiedziała cicho.
- No i to rozumiem - uśmiechnęła się i przytulila Riley. - ale ty wiesz, że przesłuchanie jest już za 2 dni. - powiedziała niepewnie. Kątem oka zobaczyła jak przygryza warge ze zdenerwowania.
niedziela, 16 sierpnia 2015
Rozdział 1
Poranna niespodzianka
1 września, piątek
Dzień zapowiadał się upalnie. Już o 6:00 na ulicy, otoczonej rzędem domów, mieszkańcy miasta szli, a raczej snuli się, nie do końca przytomnie w stronę wejścia podziemnego. Słońce, które wstało wcześnie, od samego rana niemiłosiernie grzało. Coraz więcej okien było otwieranych, ponieważ w domach już o tej porze trudno było wytrzymać. Jednak było pare okien, które mimo wszystko pozostawały zamknięte. Jedne z takich okien należały do państwa Veters'ów. Jednym z powód był fakt, że nie potrzebowali oni przewietrzenia, bo jako nie liczni posiadali w domu dobrą klimatyzacje, która bardzo dobrze spełnienia swoją funkcję.
Tym razem był jeszcze drugi powód, dla którego nie chcieli otwierać okien. W tym momencie salon, zazwyczaj pięknie i starannie wysprzatany przez panią Veters, pogrążony był w nie małym haosie. Od kilku minut, czyli dokładnie od momentu kiedy głowa rodziny obudzona dziwnymi dźwiękami zeszła razem z małżonką do ów pomieszczenia, wrzeszcząc i krzycząc na siebie nawazjem próbowali pozbyć się ,,przyczyny" całego zamieszania. Na piętrze domu, gdzie jeszcze nie dawno smacznie spali, znajdowały się jeszcze dwa pokoje, w których już też nie było cicho.
Na drzwiach po prawej stronie schodów widniał napis ,, Nie przeszkadzać." a pod spodem nie bardzo estetyczne wykonane imię ,,Emily" (widać pamiątka zrobiona przez lokatorke kiedy ta była mała).
Na wprost były drzwi od sypialni rodziców z dużą szafą i łożem małżeńskim, zasłoniętym kotarami z obu stron.
Po lewej stronie znajdowały się białe drzwi z wiszacym na nich wieszakiem na ubrania. Były lekko uchylone a za nimi po całym pokoju biegała dziewczyna widać bardzo spięta. Jej brązowe włosy były lekko potargane, była ubrana w piżame, co wskazywało, że dopiero co wstała z łóżka. Jej pokój również został wywrócony do góry nogami, jednak była to i wyłącznie jej wina. Osoba, która obserwowałaby jej zachowanie mogłaby pomyśleć, że czegoś szukała...
Tak hałasowała, że z pokoju naprzeciwko wyszła zaciekawiona dziewczyna i patrząc przez szpare w drzwiach, zobaczyła stan jej siostry oraz pokoju, co ją lekko przeraziło.
- Riley, co ty wyprawiasz?! - szepnęła blondynka do brunetki .
Dziewczyna stanęła jak wryta. Spojrzała na w dalszym ciagu otworzone drzwi i wyszeptała tylko:
- Em, drzwi!
Za zamkniętymi już drzwiami, Riley opowiadała jej całą historię.
- A więc gdy wróciłam z tej wycieczki to, tak jak było ustalone, pojechałam do Thalii..
- Kto to?
-...och nie ważne, poczekaj... no i w nocy kiedy miałyśmy iść spać usłyszałyśmy jakieś szeleszczenie, więc poszłyśmy z latarką na dwór i koło szopy znalazłyśmy dwa małe szczeniaczki! Thalia powiedziała, że niedawno jej się urodziło kilka takich, ale musiała je oddać. Jednak dwa zostały, no i ja.. tak jakby...
- Wzięłaś je?
- No tak, ale tylko jednego, i jak wieczorem wróciłam, przemyciłam go do mojego pokoju i go tam zamknęłam, no bo wiesz, Kicia nie lubi psów, a teraz go nie mogę znaleźć...
- Cudnie. Wiesz, że niedawno rodzice zbiegli na dół i zaczęli krzyczeć? Wole nie wiedzieć co tam się dzieje. - Emily zmrozila ją wzrokiem. Ta nagle zbladla i złapała sie za policzki.
- Co ja narobiłam...
Obje zbiegły na dół, bojąc się co zobaczą i w jakim stanie będą rodzice. Pierwsze co rzuciło im się w oczy był rozwalony salon, wszędzie leżały chusteczki higieniczne, lampka do czytania została zbita, poduszki leżały na ziemi, niektóre lekko podrapane a inne pozbawione pierza, które latało jeszcze w powietrzu. Pomiędzy chusteczkami coś się poruszyło i nagle spod nich wybiegł mały, brązowy piesek w czarne łatki, który widząc swoją panią pobiegł ku niej i schował się za jej nogą. Sekundę później zza kanapy wyskoczyła Kicia pędząc w stronę swojej ofiary.
Riley wzięła go szybko na ręce ratując przed miałczącym pod jej nogami kotem.
Jej rodzice byli cali w pierzu, tata bez jednego kapcia, a mama, cała potargana i bliska wybuchu złości, patrzyła na swoją córkę z pupilem na rękach, morderczym wzrokiem.
- J-jaa wyjaśnię...
- Tu nie ma co wyjaśniać. Wiesz jak nasz kot reaguje na psy. Tata nie chce żadnych zwierząt w domu. Kotek Ci się już znudził tak? I bierzesz, bez naszej zgody, kolejnego zwierzaka?! -tu wzięła głęboki oddech dla uspokojenia - Jutro go oddajemy. Harvey - zwróciła się do męża - Zadzwoń do swojego brata, pewnie przyjmie go do schroniska.
Ich tata nie lubił jak sie ktoś zwraca do niego po imieniu. Dodatkowo na jego decyzje wpłynął fakt, że musiałby dzwonić do brata a tego chce jak najbardziej uniknąć. Więc aby się odegrać za użycie imienia oraz wymigać z rozmowy z bratem powiedział:
- Pies może zostać.
- Słucham? Kici nie chciałeś brać, a po tej demolce ty chcesz go zatrzymać?!
- Tego kota nie chciałem, bo brat mi go wciskał, nie zauważyłaś? A jak teraz mam do niego jeszcze dzwonić w sprawie psa, to wole go już zatrzymać.
- Yyyhh a rób co chcesz. Ale pamiętaj, to ty będziesz wszystko po nim sprzątał! - powiedziała wchodząc po schodach i poszła do łazienki zmyć z siebie pierz.
Harvey podszedł do swoich córek.
- Zatrzymamy go tylko, jak będziecie go pilnować i trzymać z dala od Kici. Jak nie, to go bez zkruchy oddm - wyszeptał. Po chwili dotarło do niego jak to zabrzmiało, więc dodał łagodniej:
- Jak go nazwiecie?
- Magic - powiedziały na raz i zaczeły się śmiać. Tata tylko sie uśmiechnął i poszedł w ślady swojej żony.
Siostry również poszły na górę się przygotować.
- Z tego wszystkiego prawie zapomniałam, że dzisiaj jest pierwszy dzień szkoły. - blondynka uśmiechnęła się lekko do siebie.
- No tak. - odpowiedziała jej, jednak bez entuzjazmu. W koncu to będzie jej pierwszy dzień w liceum. Emily była o niej o rok starsza i chodziła do liceum niedaleko domu. Więc ona również tam została zapisana.
Wchodząc do pokoju zmarszyla brwi widząc co zrobiła ze swoim pokojem. Zaczęła szybko szukać jakiś ładnych i nie pomietych rzeczy w tym bałaganie. Znalazła białą bluzkę, która osobiście pasowała przed wyjazdem oraz czarną spódniczkę.
- W ten upał czarne rzeczy to jak wyrok - humor jeszcze bardziej jej się pogorszył. Wzięła bluzke do ręki, a gdy podniosła spódnice zobaczyła pod spodem coś świecącego. Szybko to podniosła i zamarła...
1 września, piątek
Dzień zapowiadał się upalnie. Już o 6:00 na ulicy, otoczonej rzędem domów, mieszkańcy miasta szli, a raczej snuli się, nie do końca przytomnie w stronę wejścia podziemnego. Słońce, które wstało wcześnie, od samego rana niemiłosiernie grzało. Coraz więcej okien było otwieranych, ponieważ w domach już o tej porze trudno było wytrzymać. Jednak było pare okien, które mimo wszystko pozostawały zamknięte. Jedne z takich okien należały do państwa Veters'ów. Jednym z powód był fakt, że nie potrzebowali oni przewietrzenia, bo jako nie liczni posiadali w domu dobrą klimatyzacje, która bardzo dobrze spełnienia swoją funkcję.
Tym razem był jeszcze drugi powód, dla którego nie chcieli otwierać okien. W tym momencie salon, zazwyczaj pięknie i starannie wysprzatany przez panią Veters, pogrążony był w nie małym haosie. Od kilku minut, czyli dokładnie od momentu kiedy głowa rodziny obudzona dziwnymi dźwiękami zeszła razem z małżonką do ów pomieszczenia, wrzeszcząc i krzycząc na siebie nawazjem próbowali pozbyć się ,,przyczyny" całego zamieszania. Na piętrze domu, gdzie jeszcze nie dawno smacznie spali, znajdowały się jeszcze dwa pokoje, w których już też nie było cicho.
Na drzwiach po prawej stronie schodów widniał napis ,, Nie przeszkadzać." a pod spodem nie bardzo estetyczne wykonane imię ,,Emily" (widać pamiątka zrobiona przez lokatorke kiedy ta była mała).
Na wprost były drzwi od sypialni rodziców z dużą szafą i łożem małżeńskim, zasłoniętym kotarami z obu stron.
Po lewej stronie znajdowały się białe drzwi z wiszacym na nich wieszakiem na ubrania. Były lekko uchylone a za nimi po całym pokoju biegała dziewczyna widać bardzo spięta. Jej brązowe włosy były lekko potargane, była ubrana w piżame, co wskazywało, że dopiero co wstała z łóżka. Jej pokój również został wywrócony do góry nogami, jednak była to i wyłącznie jej wina. Osoba, która obserwowałaby jej zachowanie mogłaby pomyśleć, że czegoś szukała...
Tak hałasowała, że z pokoju naprzeciwko wyszła zaciekawiona dziewczyna i patrząc przez szpare w drzwiach, zobaczyła stan jej siostry oraz pokoju, co ją lekko przeraziło.
- Riley, co ty wyprawiasz?! - szepnęła blondynka do brunetki .
Dziewczyna stanęła jak wryta. Spojrzała na w dalszym ciagu otworzone drzwi i wyszeptała tylko:
- Em, drzwi!
Za zamkniętymi już drzwiami, Riley opowiadała jej całą historię.
- A więc gdy wróciłam z tej wycieczki to, tak jak było ustalone, pojechałam do Thalii..
- Kto to?
-...och nie ważne, poczekaj... no i w nocy kiedy miałyśmy iść spać usłyszałyśmy jakieś szeleszczenie, więc poszłyśmy z latarką na dwór i koło szopy znalazłyśmy dwa małe szczeniaczki! Thalia powiedziała, że niedawno jej się urodziło kilka takich, ale musiała je oddać. Jednak dwa zostały, no i ja.. tak jakby...
- Wzięłaś je?
- No tak, ale tylko jednego, i jak wieczorem wróciłam, przemyciłam go do mojego pokoju i go tam zamknęłam, no bo wiesz, Kicia nie lubi psów, a teraz go nie mogę znaleźć...
- Cudnie. Wiesz, że niedawno rodzice zbiegli na dół i zaczęli krzyczeć? Wole nie wiedzieć co tam się dzieje. - Emily zmrozila ją wzrokiem. Ta nagle zbladla i złapała sie za policzki.
- Co ja narobiłam...
Obje zbiegły na dół, bojąc się co zobaczą i w jakim stanie będą rodzice. Pierwsze co rzuciło im się w oczy był rozwalony salon, wszędzie leżały chusteczki higieniczne, lampka do czytania została zbita, poduszki leżały na ziemi, niektóre lekko podrapane a inne pozbawione pierza, które latało jeszcze w powietrzu. Pomiędzy chusteczkami coś się poruszyło i nagle spod nich wybiegł mały, brązowy piesek w czarne łatki, który widząc swoją panią pobiegł ku niej i schował się za jej nogą. Sekundę później zza kanapy wyskoczyła Kicia pędząc w stronę swojej ofiary.
Riley wzięła go szybko na ręce ratując przed miałczącym pod jej nogami kotem.
Jej rodzice byli cali w pierzu, tata bez jednego kapcia, a mama, cała potargana i bliska wybuchu złości, patrzyła na swoją córkę z pupilem na rękach, morderczym wzrokiem.
- J-jaa wyjaśnię...
- Tu nie ma co wyjaśniać. Wiesz jak nasz kot reaguje na psy. Tata nie chce żadnych zwierząt w domu. Kotek Ci się już znudził tak? I bierzesz, bez naszej zgody, kolejnego zwierzaka?! -tu wzięła głęboki oddech dla uspokojenia - Jutro go oddajemy. Harvey - zwróciła się do męża - Zadzwoń do swojego brata, pewnie przyjmie go do schroniska.
Ich tata nie lubił jak sie ktoś zwraca do niego po imieniu. Dodatkowo na jego decyzje wpłynął fakt, że musiałby dzwonić do brata a tego chce jak najbardziej uniknąć. Więc aby się odegrać za użycie imienia oraz wymigać z rozmowy z bratem powiedział:
- Pies może zostać.
- Słucham? Kici nie chciałeś brać, a po tej demolce ty chcesz go zatrzymać?!
- Tego kota nie chciałem, bo brat mi go wciskał, nie zauważyłaś? A jak teraz mam do niego jeszcze dzwonić w sprawie psa, to wole go już zatrzymać.
- Yyyhh a rób co chcesz. Ale pamiętaj, to ty będziesz wszystko po nim sprzątał! - powiedziała wchodząc po schodach i poszła do łazienki zmyć z siebie pierz.
Harvey podszedł do swoich córek.
- Zatrzymamy go tylko, jak będziecie go pilnować i trzymać z dala od Kici. Jak nie, to go bez zkruchy oddm - wyszeptał. Po chwili dotarło do niego jak to zabrzmiało, więc dodał łagodniej:
- Jak go nazwiecie?
- Magic - powiedziały na raz i zaczeły się śmiać. Tata tylko sie uśmiechnął i poszedł w ślady swojej żony.
Siostry również poszły na górę się przygotować.
- Z tego wszystkiego prawie zapomniałam, że dzisiaj jest pierwszy dzień szkoły. - blondynka uśmiechnęła się lekko do siebie.
- No tak. - odpowiedziała jej, jednak bez entuzjazmu. W koncu to będzie jej pierwszy dzień w liceum. Emily była o niej o rok starsza i chodziła do liceum niedaleko domu. Więc ona również tam została zapisana.
Wchodząc do pokoju zmarszyla brwi widząc co zrobiła ze swoim pokojem. Zaczęła szybko szukać jakiś ładnych i nie pomietych rzeczy w tym bałaganie. Znalazła białą bluzkę, która osobiście pasowała przed wyjazdem oraz czarną spódniczkę.
- W ten upał czarne rzeczy to jak wyrok - humor jeszcze bardziej jej się pogorszył. Wzięła bluzke do ręki, a gdy podniosła spódnice zobaczyła pod spodem coś świecącego. Szybko to podniosła i zamarła...
wtorek, 11 sierpnia 2015
Wstęp
Kanada, rok 2006. Wakacje.
To tu, mieszkają dwie młode dziewczyny z pasją i wielkim talentem. Już nie długo będą musiały podjąć różne decyzje - jedne trudne, inne trochę mniej, jednak każda z nich będzie mocno decydowała o ich dalszych losach. Sytuacje będą wymagały mądrych posunięć i nie zawsze będą one łatwe. Będą chwile szczęścia oraz całkowitego zrezygnowania. Co dokładnie je spotka? Między czym lub kim będą musiały wybierać? Kogo poznają? Jak postąpią, i czy słusznie? Jak bardzo przewrotne okaże się ich życie dowiecie się już nie długo... jednak pamiętacie, to tylko życie zwyklych nastolatek. Czy mogą one zaciekawić Was do tego stopnia, że będziecie z niecierpliwością czekać na rozwój wydarzeń?
Zapoznajcie się trochę z naszymi bohaterkami w zakładce ,, Bochaterowie". Którą bardziej polubicie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)